• Wpisów: 15
  • Średnio co: 35 dni
  • Ostatni wpis: 170 dni temu, 00:39
  • Licznik odwiedzin: 681 / 572 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
beensect
 
Zrobiłam to. Znów. Jak co roku.
Choć.
W tym jest postęp, zero trzęsących się rąk, zero wstrzymywań oddechu czy też odwrotnie - szalejącego pulsu.

Teoretycznie to pierwszy i zarazem najpoważniejszy objaw tego, że powinnam z tym skończyć. Ale z drugiej strony kiedyś, jak już będę na tyle dorosła by nie pisać o tym notki, to może mi się to przydać.

A jak nie przyda to po prostu będę to miło wspominać.

Odhaczone, see you next year.
 

beensect
 
... czyli czego zawsze chcieliście dowiedzieć się o mnie. A jeśli nawet nie chcieliście, to ja chcę o tym napisać i mi to w zupełności wystarczy.

- jeżdżę tymi autobusami kilka razy tygodniowo, już od paru ładnych lat przecież ale dziś dopiero.. nie, jakoś tak przedwczoraj.. zauważyłam pewną prawidłowość, pewne przyzwyczajenie. mam swoje miejsce. ulubione, najbardziej komfortowe a fakt mieszkania dwa przystanki do/od pętli umożliwia mi zajmowanie tegoż. jak nie na początku trasy - czyli najczęściej i do końca, to pod sam koniec. owo miejsce znajduje się tuż przed przegubem tegoż, przodem do przegubu - tyłem do kierunku jazdy. po prawej stronie, od okna.

- w ogóle od zawsze faworyzuję jazdę tyłem do kierunku tejże.

- żeby już naprawdę zasłużyć na godzinkę na kozetce, dodam, iż bardzo lubię utwory, w których ma się wrażenie reverse gear. nie wiem, może nikt tego nie uchwycił poza mną, w każdym razie charakteryzuje to utwory Korna (przede wszystkim w Got the Life) a także sprawiło, że Saturate the Chemical Brothers mogę słuchać na loopie godzinami. właśnie przez ten "wsteczny".

- gazety też czytam od końca do początku. no, chyba, że jest art na kilka stron ale wtedy ograniczam się do "tradycyjnej" lektury tylko tegoż, reszta od tyłu.

- ha. ha. ha. nie, nie wszystko wolę od tyłu.

- dziś też odkryłam, że - uwaga! - nudzi mnie chodzenie w moich zaopatrzonych w obcas kozakach. nie męczy, co prawda mam nie lada problem z dopasowaniem sobie obcasa do sylwetki ale jak już dopasuję to śmigam aż miło. ale dziś? dziś naprawdę mnie to nudziło. w stylu "nie, nie idę dalej, nudy straszne". istna antyreklama firmy, która mnie obuwia. mam kilka par, w których naprawdę "aż chce się chodzić", same rwą do przodu. a w tych? nie wiem, może to tylko dzisiaj. ale na tyle to niespotykane uczucie, że opisuję.

- z refleksji bieżących. właśnie jem kanapkę z serem brie (smacznego, dziękuję) i stwierdzam, że ja go lubię tylko na ciepło. camembert mogę jak kajzerkę, wchłonąć prosto ze sreberka ale brie na zimno wypada słabo.

- mój wydział ostatnio jest dla mnie jak najlepsza - bo i nietania - agencja towarzyska. chodzę i zaliczam, co popadnie. co prawda proszę skończyć na tym wszelkie skojarzenia, bo ja mam bardzo bogatą i łatwo reagującą na bodźce wyobraźnię a ani moi wykładowcy ani wykładowczynie nie nadają się do mobilizowania mojej wyobraźni. tak więc tak, zaliczam ale mówcie do mnie o tym jakoś inaczej.

- a filmy z akcji Wam na bee-feel-mowie opiszę.
 

beensect
 
Jestem zazdrosna. Jestem bardzo zazdrosna. Tak bardzo zazdrosna, że jak przeczytam u kogoś fajną notkę, to zaraz chce mi się napisać własną. Czy fajną to nie wiem, bo mi tam się nie podobają ale nieraz już spotykałam się z opinią "och, jakbym czytała siebie". Nie, wcale z Was nie kpię ;), wręcz to bardzo miłe, tylko ja to wszystko piszę z nieznośną - czasem - świadomością, że niewielu mnie rozumie, dlatego cokolwiek zaskoczonam. Acz jak najbardziej pozytywnie.

Tylko problem ostatnio jest jeden, tyle, że podstawowy - ja nie mam o czym pisać. Ostatnio świat dostarcza tematów, które warte są omówienia a nie opisania, więc je omawiam. To co? Mam Wam tu wrzucać wyciągi z komunikatorów? Puszczać rozmowy w .mp3?

Problemów raczej nie mam, a jak mam to sobie radzę, dziękuję za troskę.

Chcecie wiedzieć, że odbyłam wreszcie nareszcie spotkanie z Agatą vel widokzwenus? Odbyłam, a jakże. Nawiasem mówiąc tak jak sójka wybiera się za morze, tak proponuję nowy idiom na spotkania, które planowane były x czasu i zawsze coś się stawało na drodze - umawiać się jak Bee z Widokzwenus.
No ale jak już się udało, to radością napełniło mnie niezmierną bo mam kilkoro znajomych, z którymi się porozumiewam, kumpli z którymi się często zgadzam, przyjaciół z którymi się bardzo dobrze porozumiewam i Agatę, której sposób myślenia może dublować mój i wzajemnie, jeśli zajdzie potrzeba.
Przy tym wcale to nie jest ani nudne, ani uciążliwe, ani w jakikolwiek sposób złe. Raczej cholernie budujące.

Każde moje spotkanie z kimś "z Sieci" to była sekundowa choćby niepewność, odrobina skrępowania, wiecie, co mam na myśli.
A tu null, jak do znanej od lat, w realu oczywiście, starej, dobrej przyjaciółki.

Strach pomyśleć, że z taką właśnie starą, dobrą i z reala mam o wiele słabszą obecnie więź. Ona, głupia myśli, że ja się obraziłam o wiek i status matrymonialny pana, z którym sypia okolicznościowo. No nie. Popsuło się między nami coś więcej. Niby wszystko na jakiejś kawie było okej, o panu - na moją prośbę - nie rozmawiałyśmy ale już nie mamy tego magnesu względem siebie. I najbardziej przerażające jest to, że wcale nie żałuję. Nie żałuję, ale łyso. Niby "soulmates never die" a tu..

Następnym w kolejce poprawiaczy mojej kondycji społecznej był Piotruś vel Xing. Ten z liceum. Szmat czasu nie rozmawialiśmy bo się, prawda, nie złożyło a tu wystarczył jeden dylemat i gadamy jakbyśmy ostatnio wczoraj gadali. I on świetnie wie, co ode mnie usłyszy - choć niekoniecznie to, co chciałby usłyszeć - i ja wiem, że on nie przychodzi po słoik miodu do mnie i on mi wypala nagle "Bee, sześć lat się znamy..". Wow. No faktycznie. Ja tu pisałam, że się nudźmi ludzę szybko a tu się okazuje, że sześć lat znamy się, przyjaźnimy tak ca pięć i pół (pH) i nadal działa.

"To nie jest uniwersalna fajność." mówi Dźony.

Jasne, że nie jest. Ja nawet nie przepadam za takimi akcjami, że och, już od studiów do kostnicy razem, z nikim tak nie miałam. Dopóki Piotrek mi nie uświadomił, że mam. Jakimś cudem, mimochodem się udało. I nie udało się tak, jak chciała Magda, żeby każdy piątek wieczór razem, cokolwiek by się nie działo, coby udowodnić.. nie, tak wyszło. I to jest właśnie ten czynnik, który cieszy mnie z tego faktu najbardziej - NIC, absolutnie nic żadne z nas nie zrobiło, by było jak jest. Się utrzymało samo. Rewelacja.

Acz nikomu nie obiecuję, że to się może powtórzyć, bo póki co, sama jestem w szoku i nie wiem jak to się stało i nie znam recepty i raczej nie poznam.

Hm, a podobno nie miałam o czym pisać..
 

beensect
 
Że coś się stało? A umiarkowanie. Ot, same dobre rzeczy mnie dziś spotykały.

A to bus przyjechał mi chwilkę po moim przyjściu na przystanek, a to mimo kiepskich warunków dojechał idealnie na czas - tak, że miałam tę chwilkę, a to gość od HLP najpierw niepytany odpowiedział na pytanie, nim jeszcze je zadałam, a to uznał, że zamiast kontynuować temat to przypomni co było, dzięki czemu uzupełniłam notatki, a to najfajniejszy chłopak z grupy przywitał mnie krzycząc na pół sali - oesu, nie w tym sensie najfajniejszy - a to na poetyce omawialiśmy wiersz bliźniaczy formą temu, o którym piszę pracę, więc porozwiewałam ciut wątpliwości, a to mam dogodne terminy egzaminów, a to kolejki w sklepie nie było...

Ach, i zajęcia na których nie byłam się nie odbyły. Nim się jednak dowiedziałam, że się nie odbyły to leżała przede mną lista obecności z tychże zajęć, więc po prostu się nań wpisałam.
Tak, jak mnie nie ma, to nie ma sensu prowadzić zajęć, racja, pani mgr.

I inne drobnostki się poudawały, więc skoro pierwszy raz nie mam co narzekać ani trochę, to trzeba to odnotować.

Oraz bardzo dziękuję Internetowi, że trąbi na lewo i prawo z tym 2010. Dzięki temu, pierwszy raz w życiu się nie walnęłam w dacie zapisując ją pierwszy raz. Jakby to było mało jasne - przychodząc na początku stycznia 2009, choćby raz pisałam 2008.
 

beensect
 
... którego przecież nie było. ;)

727732_inmsg.jpg


(podwędzone od Chryzantemy)
  • awatar Anela: coś dla mnie
  • awatar Horrors: dobre podoba mi się;)
Pokaż wszystkie (2) ›
 

beensect
 
Jedną z podstawowych nauk, jakie wyniosłam z gimnazjum, tj. podczas dwóch lat w żeńskiej klasie, jest obrzydzenie do hipokryzji.

Na porządku dziennym zdarzały się sytuacje, gdy 1/2 papużek nierozłączek była nieobecna, to ta druga, niemalże na forum, a na pewno na karteczce czy do ucha sąsiadki, obrabiała jej tyłek.
Jak się łatwo domyśleć, gdy nieobecna wracała, to wszystko było na nowo różowe, a ciąg do obgadywania przeszedł na inne ławki.

Traumatyczne doświadczenie, nigdy się nie imałam grania na dwa fronty i na zawsze sobie wbiłam w głowę, by a) się nie imać dalej, b) brzydzić się tym u innych.

Oczywiście, jestem tylko człowiekiem, plotkowanie jest bardzo miłe, ale później nie lecę do obiektu plotek i nie udaję jego przyjaciółki. Raczej łatwo można dociec, kogo obgaduję, bo i na "forum" też go nie darzę sympatią.

Wiem, że nie warto nikogo starać się naprostować, bo jak sam tego nie widzi, że coś jest nie tak, że nie gra fair - a tym bardziej, gdy widzi i nadal to robi - to raczej wyprze wszelkie głosy, że nie postępuje właściwie. Mam tylko taki absmak w ustach, że kiedyś mogę paść ofiarą i że można być aż tak nie w porządku.

Wiem, mało nowoczesna jestem. iChuj.
 

beensect
 
Zapewne są osoby, dla których wyjście z domu... ot, takie banalne wyjście gdziekolwiek... nie jest przyczynkiem do rozważań na temat ich samych. Zapewne tych osób jest większość i zapewne świadczy to, jednak, o mojej megalomanii, ale na pewno ja do tych osób nie należę.

Mnie to napędza, pruję przed siebie, czasem w nie tym kierunku co potrzeba, bo nie skupiam się na nim tylko intensywnie analizuję. Albo staram się przewidzieć - w zależności czy zmierzam czy wracam.

Ja się do blipiw nie nadaję. I to nie kwestia ludzi, bo np. dziś było sporo fantastycznych postaci, tylko że ja + większa ilość osób = nic. Nadto mi taki stan rzeczy nie przeszkadza. Bardzo fajnie się obserwowało zachowania, przysłuchiwało rozmowom, raz po raz z kimś zamieniło parę słów ale też nie można być takim egocentrykiem chyba. Bo musiało to wyglądać cokolwiek nietypowo.
Zwłaszcza, że ja wiedziałam kim oni są a oni niekoniecznie - co udowodniła np. Królowanocy, z którą już się przecież widziałam, rozmawiałam z nią i irl i ivl.

I nie mam tego nikomu za złe - ot, są tacy co mówią i pokazują oraz ci, którzy słuchają i obserwują.
Wszak "Beegirl, you're gonna die, you don't wanna be famous - you wanna be shy."

Żeby kropka nad i została postawiona, odbyłam rozmowę z Jzetem m.in. o blogach i o kwestii czy ktoś komentuje i jakie to ma dla mnie znaczenie. Tzn. bo on się tym interesuje i pytał także o mój odbiór. No i właśnie - mi nie zależy by być duszą czegokolwiek, ja sobie wolę z offu działać.

Więc wbrew pozorom naprawdę mi się podobało.

Mniej podoba mi się wniosek, do którego doszłam wracając. Gdy szłam przejściem, z torbą dyndającą z łokcia a ludzie się o mnie obijali, silnie weekendowymi będąc oraz gdy na peronie metra zbierało się towarzystwo jakichś dresiarzy, to w ogóle się nie bałam. Nic, null, zero. Nie to, że nie histeryzowałam bo to byłoby akurat całkiem w porządku ale nie byłam ani trochę czujna.
I wcześniej też tak bywało, otwarty plecak, telefon na szyi, mp3-ka w kieszeni otwartej też, z której wystawały przecież słuchawki, więc widać było... powroty głuchą nocą, przez ciemne osiedla, spacer cmentarzem, nic.
A chyba powinnam brać pod uwagę choćby minimalne zagrożenie, tak? Omijam grupy pijanych gości ale wcale nie sparaliżowana.
Szczęściara ze mnie, że nikt jeszcze mnie nie okradł ani nie napadł przez tyle lat życia w Warszawce.

Czyli od jutra zamykam torbę i skupiam się na spotkaniach góra pięciu osób na raz. Deal. Ale jutro.
  • awatar chryzantema: szkoda, że nie uraczyłaś nas swym poczuciem humoru i sarkazmem. nawet ^szatanielica wczoraj powiedziała: "ta Bee to tak fajnie pisze, a na blipiwie przesiedziała cicho...". też się nie boję w Warszawie. okradziono mnie raz i większość rzeczy udało mi się odzyskać. zawsze ze słuchawkami na uszach idę przez moje miasto mając wszystko gdzieś :)
  • awatar Miss Moneypenny: To miłe. :) Obawiam się jednak, że nie bardzo jest czym raczyć i prędzej mój czar by prysnął. Nic straconego w sumie - nie ostatnie blipiwo przecież. ;) Pomalutku się będę rozkręcać nie tylko w piśmie.
  • awatar szatanielica:

    “ ja + większa ilość osób = nic”

    Jakbym o sobie czytała.
Pokaż wszystkie (3) ›
 

beensect
 
Och, co za upiorny dzień.

Nawet nie to, że coś się stało, bo pewnie się stało, co najmniej dwie rzeczy, ale moją obecność w nim można tylko na podstawie wyciągów z komunikatorów i blogów oraz z ptaszka przy nazwisku na liście obecności z ćwiczeń KJP wywnioskować.

Najpierw byłam ledwo żywa, później było mi duszno, potem wzburzona maszerowałam wpierw do autobusu a potem na wydział nieomal wpadając pod jakiegoś jeepa, następnie coś tam zaznaczałam, ktoś coś do mnie mówił, potem do mnie pisał, potem gdzieś mnie wiózł, by powlec mnie do jakiegoś skupiska, potem wróciłam... i tak dalej.

Strasznie głupie wrażenie "gdy rozum śpi". Niebawem to do mnie podociera, co zaznaczałam, co pisałam, co czytałam, nie będę mogła zareagować bo będzie za późno i.. ja ogólnie chciałabym prosić o wykreślenie tego dnia, bo film mi się urwał.

I choć nie jestem za bardzo w stanie trzymać się konkretów, to jestem pewna, że nic w przyrodzie nie ginie. I zdążę zdążyć z odpowiednią reakcją na jedno z wydarzeń. Bo jestem dziwnie pewna, że okazja nadarzy się niebawem.
 

beensect
 
Mogę odpuścić im, że wciskali mi bajeczkę o świętym Mikołaju. Inni mogą się pogodzić z faktem nie bycia znalezionymi w kapuście - mi nikt takich bzdur nie wciskał, biorąc pod uwagę, że seks i jego konsekwencje otaczały mnie od małego - ale dlaczego nikt mnie nie uprzedził, że dostrzegę jak wokół ludzie, nieraz mi bliscy, będą z uśmiechem lecieć głową w dół?

I jedyne co dostanę w zamian za ostrzeżenie, to garstka cierpkich inwektyw i pytanie retoryczne jakim prawem w ogóle odważam się zabrać głos?

Jakieś okrągłe zdania pełne buntu wobec rzeczywistości, jej schematyczności a następnie - następnie? w tym samym czasie - lecą w te schematy, mówiąc, że nigdy by nie chcieli w nie wpaść.

O święta paranojo!

Nie powiem, żebym nie miała uciążliwego deja vu - już kiedyś załamywałam ręce nad tymi chojrakami, co to nie słuchali, kazali mi patrzeć na swoje konsekwentne dążenia do upadku i potem dopiero przychodzą, po fakcie.

Czy ja nie daję innym - sobie też - popełniać błędów? Ależ. Jeszcze stoję obok i czekam, aż się opamiętają. Tylko to co po drodze widzę.. aż mnie od tego widoku skręca.

Teraz najwyżej mnie ktoś po plecach poklepie ze słowem "No niestety, ludzie tacy są." zakładając, na podstawie tylko sobie znanej, że sam taki nie jest.

Ja też jestem. I dlatego to wszystko.
 

beensect
 
- trzecia w nocy, co by się nie działo - o trzeciej się kładę. a jak się nic nie dzieje to coś wymyślam by do trzeciej trwało. jak wyjdzie do czwartej to już nie kładę się wcale

- ani mi w głowie narzekanie na życie w tej chwili bo jest fajne, choć mam wrażenie, że żyję tak ca na 40%. acz nie ma powodu bym miała przyspieszać póki co

- świat jest gorszy niż myślałam. tj. uległam wrażeniu, że jest zły bo ja go takim widzę, więc postanowiłam patrzeć przychylniej i z nadzieją a tu codziennie kilka przypadków potwierdza głoszone przeze mnie, swego czasu, teorie. i mnie to wcale nie cieszy. raczej rozczarowuje niezmiernie

-  zostałabym sobie jakimś podróżnikiem. i nie żadnym wygodnickim, co to tylko po najpopularniejszych i najbardziej nasłonecznionych krajach lata, by sfotografować znane wszystkim zabytki. właśnie idzie mi o te małe, zaniedbane mieściny, nieodkryte cuda natury i ciągły ruch, poznawanie, smakowanie. always on the road.

- biały płotek? postawię. na emeryturze. przy ciepłej herbacie, jak już będę miała tak nudne życie, że będę wymyślać sobie cele właśnie w postaci "postarać się polubić herbatę"

- poza metrem wielbię pociągi

- dzieci? jak najbardziej. tylko nie w kołysce z koronką a w nosidełku. będą poznawać ze mną.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

Blog tylko dla dorosłych

Dalsze strony zostały uznane przez właściela bloga za zawierające treści przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich (mających ukończone 18 lat). Strony te zawierać mogą w szczególności treści o tematyce erotycznej, a także treści drastyczne lub inne przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich. Decydując się na zapoznanie z treścią tych stron, czynisz to na własną odpowiedzialność.

Korzystanie ze stron zawierających treści przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich następuje na ryzyko osoby decydującej się zapoznać z takimi treściami.

Oświadczam, że mam ukończone 18 lat i wchodzę na własną odpowiedzialność.